poniedziałek, 4 marca 2013

Od Modesty

Minęło sporo czasu od kiedy dołączyłam do watahy a nie znałam w sumie większości wilków. Dni spędzałam samotnie tworząc nowe zaklęcia albo poznając nowe gatunki roślin i zwierząt.
Ostatnio wybrałam się dosyć daleko w poszukiwaniu pewnej rośliny o której czytałam w pewnej starej książce. Nie było mnie w watasze kilka dni, ale pewnie nie wywołało to jakiejś paniki i nie przejmowałam się tym. Łapy poniosły mnie za teren górzysty. Widoki były piękne ale kwiatu ani śladu. zatrzymałam się przy ogromnym wodospadzie, żeby odpocząć. Nachyliłam sie nad powiezchnią wody i zaczełam pić. Wtedy usłyszałam czyjś uroczy cichy śpiew. Uniosłam łeb i na drugim końcu jeziora ujrzałam waderę. Ona też mnie zauważyła i spojrzała w moim kierunku



<Alyssa? hueheuheu>

Od Teanrii- CD historii Capricji

Capi chyba nie wierzyła, że zaproponowałam jej te stanowisko.
- Ty na serio?- powiedziała z dużymi oczami.
- Na serio. - uśmiechnęłam się.

Potem rozmawiałyśmy chwilę, lecz naprawdę krótką chwilę, bo było późno, a obie byłyśmy wykończone całym tym dniem. Dotarłam do swojej jaskini. Położyłam się na najmiększym miejscu i zasnęłam. Obudziłam się wcześnie. Słońce ledwo zdążyło wejść na bezchmurne niebo. Poszłam na polowanie. W lato zwierzyny pod dostatkiem, ale w zimę niezbyt dobrze. Upolowałam 3 sarny oraz młodego jelenia. Odgryzłam przednią kończynę samicy i zjadłam, a resztę zaniosłam do spiżarni. Zobaczyłam przechadzającą się Capi. Podbiegłam do niej i przywitałam się.
- Cześć. - odparła.

Potem poszłyśmy nad rzekę. Rozmawiałyśmy długo... a to o losach watahy, a to o rodzeństwie itd. Gdy było już ciemno własnymi siłami rozpaliliśmy ognisko. Wyciągnęłam najsmaczniej wyglądającą sarnę ze spiżarni. Usmażyłyśmy ją trochę. Zjadłyśmy ze smakiem. Coraz bardziej wydawało mi się, że jest moją przyjaciółką. Mam nadzieję, że moje odczucia nie były błędne.
<Capi dokończ>

środa, 13 lutego 2013

Od Capricji- CD historii Teanrii

Ech... Ta ku... Lepiej nie kończyć, a więc ta wadera bała się sama z nami bić więc wezwała jakiegoś żałosnego ptaszka. Muszę przyznać, że zwierze mi zaimponowała odwagą i zwinnością, ale ta wadera straciła honor. Żeby wyzywać na nas małe zwierze? Ogar -,- Po jakimś czasie wadera przyłączyła się do walki, ale krótko po tym byliśmy tak ranni, że w każdej chwili jednocześnie padlibyśmy trupem z wykrwawienia na ziemię. Wilczyca zaprowadziła nas nad wodospad, gdzie obmyliśmy rany. James to szczęściarz... Użył tylko witakinezy i już! Po ranach... Oczywiście potrafi tą mocą leczyć innych, ale ja w życiu nie pozwolę, by ktoś mnie uleczył! Gdy już emocje opadły, ona się odezwała:
- Chcecie dołączyć do Watahy Tysięcy Gwiazd? Przydaliby się nam tacy wojownicy. - próbowała się uśmiechnąć, ale to mnie tylko zniechęciło
- Sama nie wiem... - rzekłam patrząc na nią z pogardą. Skoro nam to proponowała musiała być alfą, a alfy raczej nie wysyłają jakiś ptaszków do bitwy tylko walczą same. *Dołączamy?* - zapytałam Jamesa w myślach, *Przydałaby nam się wreszcie wataha.* - odparł.
- Z chęcią. - powiedział James.
- To super. - dodała już z większym entuzjazmem wadera. - Jak macie na imię? Jak mnie chcieliście zabić nie za bardzo słuchałam.
- James.
- Capricja.
- Teanrii. Miło mi. - podała nam łapy i my również to zrobiliśmy. Może i lubimy walczyć, ale nie jesteśmy tyranami. Mamy kulturę.
- Jakie mógłbym mieć stanowisko? - zapytał mój brat.
- Mogę być przywódczynią wojowników!? - zapytałam szybko, bo wiedziałam, że on też tego pragnie.
- Jasne. Jest już przywódca.
- To może ja będę... - zamyślał się mój brat,
- (...) Głównym wojownikiem? Jest najlepszym z pozostałym wojowników lecz nie lepszy od przywódców wojowników.
- No dobra...
Potem Teanrii przydzieliła nam jaskinie. Bardzo duże i przestronne... Takie jak lubię. Szybko pobiegłam poszukać, gdzieś owiec. Gdy już je znalazłam zabiłam, zdarłam skórę i mięso zaniosłam do spiżarni. Wełną wyścieliłam sobie łóżko. Położyłam się i chciałam już usnąć, gdy do jaskini weszła samica alfa.
- Capricja, nie przeszkadzam?
- Nie. - powiedziałam chodź bardzo chciałam już spać.
- Czy chciałabyś być w Radzie Wilków?
- Czym?
- Rada Wilków. Oczywiście tylko na okres próbny. Jeżeli będziesz pilna, staranna i nikogo nie zabijesz możesz zostać w niej na stałe.
- A do czego to służy?
- Do rady wilków należy para alfa, beta i gamma + 3 członków watahy. Na razie należy tam również wadera Modesta. Po prostu ta Rada decyduje o losach watahy. A skoro jesteś przywódczynią wojowników to sądzę, że nam się przydasz.
- Chętnie, ale... Ty na serio?

<Teanrii, ty na serio ?O.O>

Od Buru- "Nad jeziorem...''




Jak zwykle, zostałem posłany przez alfy, abym poszukał więcej przedmiotów pochodzących z dawnych czasów. Ostatnio znalazłem w górach fragmenty starożytnych talizmanów, które nosili przodkowie wielkich watah. Dzisiaj jednak, zostałem posłany nad jezioro, nigdy nie uważałem tego miejsca za ciekawe, ale jak wszystkie wilki wiedzą, nie należy odmawiać posłuszeństwa alfom, ani nie należy ich obrażać. Ja staram się jak mogę, kiedy wykonuje ich rozkazy. Kiedy dotarłem do jeziora, podszedłem do brzegu i rozejrzałem się. Zacząłem kopać. Nagle, usłyszałem czyjeś kroki. Zacząłem się skradać. Nagle z liści wyskoczył czarny, mniejszy ode mnie wilk. Zawarczał i rzucił się w moją stronę. Próbowałem się bronić, jednak on był o wiele szybszy ode mnie. Leżałem już wyczerpany, wróg też był już zmęczony. W ostatniej chwili rzuciłem w jego stronę i sparaliżowałem go, a następnie ze strachu udusiłem. Wziąłem go w pysk i zaniosłem jego krwawiące, martwe ciało do Teanrii. Nie była zadowolona z tego widoku...
<Teanrii dokończ>

Nowy członek!

Serdecznie witamy nowego członka!


Buru-szpieg, archeolog 

                                     

wtorek, 5 lutego 2013

Od Elenlli - CD historii Skayres

Przebywałam na polanie uważnie przyglądając się wszystkim zwierzętom, będącym w moim pobliży. Słuchałam śpiewu ptaków, szumu wiatru, radosnej piosenki pszczół zbierających nektar z mleczy rosnących bujnie na tej łące. Z tego zasłuchania wybyła mnie woń przyniesiona przez wiatr. Był to zapach nieznanego wilka. Spojrzałam na niebo, wstałam i czekałam na zbliżającą się postać. Była to młoda wadera, o lśniącym futerku.
- Czego tu szukasz? - Odezwałam się do wilczycy.
- No więc szukam watahy...- Odrzekła. - Jestem Skayres.
- Ja Elenlli. Bardzo chętnie przyjmę Cię do Watahy Tysięcy Gwiazd.
- To świetnie! - Wykrzyczała radośnie. - Bardzo dziękuję!
Wtedy naszą rozmowę przerwały dwa kłócące się ptaszki. I wtedy dane mi było ujrzeć bardzo rzadkie "przedstawienie". Bowiem widziałam po raz pierwszy od dawien dawna osobę która umiała rozmawiać ze zwierzętami.
- Aaaa..Co to miało być? -
- Ta...Możesz wziąć mnie za wariatkę, ale to moi kumple i przed chwilą rozwiązałam ich konflikt. Rozumiem mowę innych zwierząt...
Na chwilę zajrzałam w jej myśli, by się upewnić czy nie blefuje.
- Wow! Słuchaj, Skayres, tak?
- Tak. - Przytaknęła.
- Chcesz być może samicą beta?
- Ja? Bardzo!
Zazwyczaj nie proponuję odpowiedzialnych pozycji nowo poznanym osobom, ale czytając jej w myślach zauważyłam, że serce ma czyste. Do tego z takimi umiejętnościami może się nadać. Najpierw muszę jednak skonsultować się z drugą alfą.
Jak najszybciej więc zaprowadziłam wilczycę do wolnej jaskini.
- Tutaj Cię zostawiam. Muszę jeszcze iść poradzić się drugiej Alfy. Następnym razem, mam nadzieję że opowiesz mi o sobie.
I ruszyłam do siostry. Zastałam ją wpatrującą się w nocne niebo.
- Witaj Teanri. Niech Łaska Gwiazd spłynie na Ciebie. - Pozdrowiłam ją po czym usiadłam obok niej.
- Witam siostro. Czy coś się stało? - Spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Dziś do naszej watahy przyłączyła się wilczyca o rzadkich zdolnościach. Zajrzałam w jej serce i uważam, że nadałaby się na betę. Przyszłam więc poradzić się Ciebie.
- Pokaż mi co widziałaś.
Zamknęłam oczy i zaczęłam "przekazywać" siostrze moje wspomnienia związane z młodą "wybranką".
- Hmm.. Muszę ją poznać. - Powiedziała mi wadera.
- Na pewno jeszcze dziś się spotkacie. Tymczasem ja wracam do swoich obowiązków.
Pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy. Każda w swoją stronę. Przeszłam się po krańcach naszego terytorium upewniając się czy nic nie grozi naszym wilkom. Gdy już skończyłam, ruszyłam w kierunku wodospadu. Tam znalazłam kilku członków watahy pijących wodę, spoglądających na gwiazdy, rozmawiających lub po prostu relaksujących się. Usiadłam z daleka od nich i spojrzałam w taflę przezroczystej cieczy. Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w jej melodię. Zasnęłam. Ten dzień się skończył.

Od Picalla - CD historii Skayres



-Nie. Nie żywię nadziei. Wiem, że i tak wybierzesz innego ... Nie mam szczęścia . Do niczego ... -powiedziałem cicho i odszedłem . Skayres biegła za mną.
-Stój .., !-krzyknęła.
Ja nie stanąłem. Dumnie szedłem dalej.
-Masz naprawdę dużo szczęścia ...
Nie słuchałem jej. Odszedłem w głąb lasu. Tam zasnąłem. Ale było strasznie zimno. Na drugi dzień prawie nie czułem kończyn. Powoli dotarłem do swojej jaskini. Tam miałem materiały których użyłem do namalowania Skay. Zniszczyłem je. Usiadłem w koncie i czekałem ... Czekałem ... Choć sam nie wiedziałem na co. Siedziałem tam przez kilka dobrych godzin ...
<Skayres ?>