Przebywałam na polanie uważnie przyglądając się wszystkim zwierzętom, będącym w moim pobliży. Słuchałam śpiewu ptaków, szumu wiatru, radosnej piosenki pszczół zbierających nektar z mleczy rosnących bujnie na tej łące. Z tego zasłuchania wybyła mnie woń przyniesiona przez wiatr. Był to zapach nieznanego wilka. Spojrzałam na niebo, wstałam i czekałam na zbliżającą się postać. Była to młoda wadera, o lśniącym futerku.
- Czego tu szukasz? - Odezwałam się do wilczycy.
- No więc szukam watahy...- Odrzekła. - Jestem Skayres.
- Ja Elenlli. Bardzo chętnie przyjmę Cię do Watahy Tysięcy Gwiazd.
- To świetnie! - Wykrzyczała radośnie. - Bardzo dziękuję!
Wtedy naszą rozmowę przerwały dwa kłócące się ptaszki. I wtedy dane mi było ujrzeć bardzo rzadkie "przedstawienie". Bowiem widziałam po raz pierwszy od dawien dawna osobę która umiała rozmawiać ze zwierzętami.
- Aaaa..Co to miało być? -
- Ta...Możesz wziąć mnie za wariatkę, ale to moi kumple i przed chwilą rozwiązałam ich konflikt. Rozumiem mowę innych zwierząt...
Na chwilę zajrzałam w jej myśli, by się upewnić czy nie blefuje.
- Wow! Słuchaj, Skayres, tak?
- Tak. - Przytaknęła.
- Chcesz być może samicą beta?
- Ja? Bardzo!
Zazwyczaj nie proponuję odpowiedzialnych pozycji nowo poznanym osobom, ale czytając jej w myślach zauważyłam, że serce ma czyste. Do tego z takimi umiejętnościami może się nadać. Najpierw muszę jednak skonsultować się z drugą alfą.
Jak najszybciej więc zaprowadziłam wilczycę do wolnej jaskini.
- Tutaj Cię zostawiam. Muszę jeszcze iść poradzić się drugiej Alfy. Następnym razem, mam nadzieję że opowiesz mi o sobie.
I ruszyłam do siostry. Zastałam ją wpatrującą się w nocne niebo.
- Witaj Teanri. Niech Łaska Gwiazd spłynie na Ciebie. - Pozdrowiłam ją po czym usiadłam obok niej.
- Witam siostro. Czy coś się stało? - Spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Dziś do naszej watahy przyłączyła się wilczyca o rzadkich zdolnościach. Zajrzałam w jej serce i uważam, że nadałaby się na betę. Przyszłam więc poradzić się Ciebie.
- Pokaż mi co widziałaś.
Zamknęłam oczy i zaczęłam "przekazywać" siostrze moje wspomnienia związane z młodą "wybranką".
- Hmm.. Muszę ją poznać. - Powiedziała mi wadera.
- Na pewno jeszcze dziś się spotkacie. Tymczasem ja wracam do swoich obowiązków.
Pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy. Każda w swoją stronę. Przeszłam się po krańcach naszego terytorium upewniając się czy nic nie grozi naszym wilkom. Gdy już skończyłam, ruszyłam w kierunku wodospadu. Tam znalazłam kilku członków watahy pijących wodę, spoglądających na gwiazdy, rozmawiających lub po prostu relaksujących się. Usiadłam z daleka od nich i spojrzałam w taflę przezroczystej cieczy. Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w jej melodię. Zasnęłam. Ten dzień się skończył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz