Od Skayres
Był piękny, wiosenny dzień. Wyszłam z jaskini by rozprostować kości. Nim
zdążyłam zrobić kilka kroków, ujrzałam Picalla, który niósł coś na
grzbiecie. Pomyślałam, że mu pomogę i krokiem pełnym gracji do niego
podeszłam. O dziwo, na grzbiecie miał wielki portret. Mój
portret...Wykonany był z przeróżnych darów leśnych, między innymi malin i
jagód.
- Proszę, to dla ciebie.- powiedziałem i wręczył mi to dzieło sztuki.
- Sam to robiłeś? - spytałam oblewając się rumieńcem.
- Tak. - odparł dumnie,
- Dzięki...Musiało Ci to strasznie długo zająć.
- Długo? - spytał z ironią w głosie. - Robiłem to z...dwa, trzy dni.
- Serio? Wow...- uśmiechnęłam się. - Masz talent. Pomożesz zanieść mi to do jaskini?
- Oczywiście.
Picallo tak jak obiecał, pomógł zanieść mi swe dzieło. Razem wybraliśmy
odpowiednie miejsce na ścianie i powiesiliśmy obraz. Naszło mnie jednak
dziwne uczucie...Czemu Picallo miałby tak po prostu robić mój portret i
tracić swój czas? Czy on...
- Picallo, chciałam się czegoś Ciebie spytać. - zaczęłam, a w jego
oczach pojawiła się nadzieja. - Dlaczego wykonałeś dla mnie ten portret?
Chyba nie myślisz, że my...
<Picallo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz