Wędrowałam sobie tu i ówdzie aż moją uwagę przykuł pewien nieznany basior. Podeszłam do niego.
Rozmawialiśmy chwilę, a on postanowił dołączyć do watahy. Wieczorem wypoczywałam koło swojej jaskini aż nagle zjawił się Damon.
-Hej! – przywitał się.
-O, witaj, Damonie – uśmiechnęłam się serdecznie.
-Ym… mam taką sprawę…- przez chwilę się wahał.
-Jaką?- spytałam.
-Może przeszłabyś się ze mną na spacer? Albo na polowanie, jak wolisz.- odpowiedział.
-To może raczej na polowanie.- uśmiechnęłam się- Od kilku godzin w brzuchu mi burczy.- w tej chwili zaśmiałam się lekko.
Poszliśmy na łąkę mając nadzieję, że trafimy na stado saren. Nasze nadzieje ziściły się. Przed sobą widzieliśmy teraz dorodne sarny. Wybraliśmy najlepszą i zaatakowaliśmy. Przez chwilę uciekała ale Damon szybko ją wyprzedził i wgryzł się w jej tchawicę. Sarna padła na ziemię, a po kilku minutach straciła życie. Zjedliśmy ją ze smakiem. Była pyszna. Potem poszliśmy napić się wody ze strumyka, która po posiłku wydawała się bardziej orzeźwiająca niż zwykle. Niestety po gonitwie za zdobyczą stałam się wyczerpana.
- Pa!- powiedziałam i poszłam w stronę mojej jaskini, a on oglądał się za mną odwzajemniając się pożegnaniem.
W jaskini przespałam się myśląc o watasze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz