Biegłam przez miasto, omijając warczące
maszyny. Gdzie tylko stanęłam tam ziemia pokrywała sie lodem. Co chwila
słyszałam piski opon i krzyczących ludzi. Próbowano mnie nawet
zastrzelić, ale moje ciało wytworzyło lodową osłonę i strzały sie tylko
odbijały. Byłam zrozpaczona. W pewnej chwili cos poderwało mnie od
ziemi. Czyżby anioły? Wgórze nic nie widziałam, za to pod moimi łapami
był sniezny puch. Lękając się zrobic jakikolwiek ruch. spojrzałam w dół.
Wielkie szare drzewa i warczące maszyny na drogach. Zdecydowałam.
Zrobiłam krok na przód, a śnieżna chmurka zrobiła to samo. Zaczęłam
biec. Takto dodarłam do skrajów miasta a nawet i dalej. Nie miałam
pojęcia gdzie jestem. Nie opanowana moc zaczęła słabnąć i chmurka
rozsypała się. Spadłam na miękkie krzaki. Byłam wolna. Biegłam dnie i
noce, bez jedzenia i napoju. Wcale sie nie męczyłam. A gdzie tylko
poszłam to za mną rozciągała się wielka zmarzlina. Spod moich łap
unosiły sie płatki śniegu. Co oni mi zrobili. Co sie ze mną stało?
Dodarłam tu piątego dnia wędrówki. Wilki były zszokowane widząc wilka z lodu, który poruszał się i mówił w taką pore roku.
- Zdejmijcie to ze mnie - łkałam - Zdejmijcie ze mnie ten lód!
< Niech ktoś dokończy >
Dodarłam tu piątego dnia wędrówki. Wilki były zszokowane widząc wilka z lodu, który poruszał się i mówił w taką pore roku.
- Zdejmijcie to ze mnie - łkałam - Zdejmijcie ze mnie ten lód!
< Niech ktoś dokończy >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz