Byłam wściekła! Ktoś wkroczył na nasze tereny i jeszcze próbował mnie zabić. Była to wadera i basior. Wadera bardzo wdała mi się w kość.
- A więc. Bądź miła, bo ja nie zamierzam być. - warknęła.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał basior, a ona przestała atakować.
- Nie mam zamiaru odpowiadać,ESTREL! - krzyknęłam ile tchu w płucach.
Po chwili pojawił się orzeł z bojowym okrzykiem. Wylądował na moim ramieniu. Jego potężne skrzydła odstraszały wrogów, a przynajmniej próbowały.
- Bezlitośnie... - powiedziałam do niego.
Wydał jeszcze jeden okrzyk i rzucił się w ich stronę. Najwidoczniej próbowali się bronić, ale orzeł był szybki i unikał każdy ich cios. Wbijał swoje szpony głęboko w ciała napastników.
- Estrel, gdzieś ty się powiedział kiedy twa pani potrzebowała nagłego ratunku?- mruknęłam pod nosem.
Dołączyłam do walki. Po godzinie walki wszyscy byliśmy wyczerpani i brudni od krwi.
- Wynoście się stąd. - warknęłam, a orzeł przytaknął mi okrzykiem.
- Nie. - powiedzieli chórem.
Walczyliśmy długo aż nagle nasze siły były małe i każda ze stron postanowiła się poddać wiedząc, że dalszy upływ krwi może doprowadzić do zguby każdego. Wszyscy poszliśmy nad wodospad aby obmyć się ze swojej krwi i krwi przeciwników. Gdy emocje po walce osłabły zapytałam się ich:
- Chcecie dołączyć do Watahy Tysięcy Gwiazd? Przydaliby się nam tacy wojownicy.- próbowałam się uśmiechnąć, ale ból przeważał nad tym czynem.
- Sama nie wiem... - nadal patrzyła na mnie z pogardą.
- Z chęcią. - powiedział James.
Przedstawiliśmy się sobie nawzajem, ale Capricji nie za bardzo to odpowiadało.
< Capricja dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz