Ech... Ta ku... Lepiej nie kończyć, a więc ta wadera bała się sama z
nami bić więc wezwała jakiegoś żałosnego ptaszka. Muszę przyznać, że
zwierze mi zaimponowała odwagą i zwinnością, ale ta wadera straciła
honor. Żeby wyzywać na nas małe zwierze? Ogar -,- Po jakimś czasie
wadera przyłączyła się do walki, ale krótko po tym byliśmy tak ranni, że
w każdej chwili jednocześnie padlibyśmy trupem z wykrwawienia na
ziemię. Wilczyca zaprowadziła nas nad wodospad, gdzie obmyliśmy rany.
James to szczęściarz... Użył tylko witakinezy i już! Po ranach...
Oczywiście potrafi tą mocą leczyć innych, ale ja w życiu nie pozwolę, by
ktoś mnie uleczył! Gdy już emocje opadły, ona się odezwała:
- Chcecie dołączyć do Watahy Tysięcy Gwiazd? Przydaliby się nam tacy
wojownicy. - próbowała się uśmiechnąć, ale to mnie tylko zniechęciło
- Sama nie wiem... - rzekłam patrząc na nią z pogardą. Skoro nam to
proponowała musiała być alfą, a alfy raczej nie wysyłają jakiś ptaszków
do bitwy tylko walczą same. *Dołączamy?* - zapytałam Jamesa w myślach,
*Przydałaby nam się wreszcie wataha.* - odparł.
- Z chęcią. - powiedział James.
- To super. - dodała już z większym entuzjazmem wadera. - Jak macie na imię? Jak mnie chcieliście zabić nie za bardzo słuchałam.
- James.
- Capricja.
- Teanrii. Miło mi. - podała nam łapy i my również to zrobiliśmy. Może i
lubimy walczyć, ale nie jesteśmy tyranami. Mamy kulturę.
- Jakie mógłbym mieć stanowisko? - zapytał mój brat.
- Mogę być przywódczynią wojowników!? - zapytałam szybko, bo wiedziałam, że on też tego pragnie.
- Jasne. Jest już przywódca.
- To może ja będę... - zamyślał się mój brat,
- (...) Głównym wojownikiem? Jest najlepszym z pozostałym wojowników lecz nie lepszy od przywódców wojowników.
- No dobra...
Potem Teanrii przydzieliła nam jaskinie. Bardzo duże i przestronne...
Takie jak lubię. Szybko pobiegłam poszukać, gdzieś owiec. Gdy już je
znalazłam zabiłam, zdarłam skórę i mięso zaniosłam do spiżarni. Wełną
wyścieliłam sobie łóżko. Położyłam się i chciałam już usnąć, gdy do
jaskini weszła samica alfa.
- Capricja, nie przeszkadzam?
- Nie. - powiedziałam chodź bardzo chciałam już spać.
- Czy chciałabyś być w Radzie Wilków?
- Czym?
- Rada Wilków. Oczywiście tylko na okres próbny. Jeżeli będziesz pilna,
staranna i nikogo nie zabijesz możesz zostać w niej na stałe.
- A do czego to służy?
- Do rady wilków należy para alfa, beta i gamma + 3 członków watahy. Na
razie należy tam również wadera Modesta. Po prostu ta Rada decyduje o
losach watahy. A skoro jesteś przywódczynią wojowników to sądzę, że nam
się przydasz.
- Chętnie, ale... Ty na serio?
<Teanrii, ty na serio ?O.O>
środa, 13 lutego 2013
Od Buru- "Nad jeziorem...''
Jak zwykle, zostałem posłany przez alfy,
abym poszukał więcej przedmiotów pochodzących z dawnych czasów. Ostatnio
znalazłem w górach fragmenty starożytnych talizmanów, które nosili
przodkowie wielkich watah. Dzisiaj jednak, zostałem posłany nad jezioro,
nigdy nie uważałem tego miejsca za ciekawe, ale jak wszystkie wilki
wiedzą, nie należy odmawiać posłuszeństwa alfom, ani nie należy ich
obrażać. Ja staram się jak mogę, kiedy wykonuje ich rozkazy. Kiedy
dotarłem do jeziora, podszedłem do brzegu i rozejrzałem się. Zacząłem
kopać. Nagle, usłyszałem czyjeś kroki. Zacząłem się skradać. Nagle z
liści wyskoczył czarny, mniejszy ode mnie wilk. Zawarczał i rzucił się w
moją stronę. Próbowałem się bronić, jednak on był o wiele szybszy ode
mnie. Leżałem już wyczerpany, wróg też był już zmęczony. W ostatniej
chwili rzuciłem w jego stronę i sparaliżowałem go, a następnie ze
strachu udusiłem. Wziąłem go w pysk i zaniosłem jego krwawiące, martwe
ciało do Teanrii. Nie była zadowolona z tego widoku...
<Teanrii dokończ>
|
wtorek, 5 lutego 2013
Od Elenlli - CD historii Skayres
Przebywałam na polanie uważnie przyglądając się wszystkim zwierzętom, będącym w moim pobliży. Słuchałam śpiewu ptaków, szumu wiatru, radosnej piosenki pszczół zbierających nektar z mleczy rosnących bujnie na tej łące. Z tego zasłuchania wybyła mnie woń przyniesiona przez wiatr. Był to zapach nieznanego wilka. Spojrzałam na niebo, wstałam i czekałam na zbliżającą się postać. Była to młoda wadera, o lśniącym futerku.
- Czego tu szukasz? - Odezwałam się do wilczycy.
- No więc szukam watahy...- Odrzekła. - Jestem Skayres.
- Ja Elenlli. Bardzo chętnie przyjmę Cię do Watahy Tysięcy Gwiazd.
- To świetnie! - Wykrzyczała radośnie. - Bardzo dziękuję!
Wtedy naszą rozmowę przerwały dwa kłócące się ptaszki. I wtedy dane mi było ujrzeć bardzo rzadkie "przedstawienie". Bowiem widziałam po raz pierwszy od dawien dawna osobę która umiała rozmawiać ze zwierzętami.
- Aaaa..Co to miało być? -
- Ta...Możesz wziąć mnie za wariatkę, ale to moi kumple i przed chwilą rozwiązałam ich konflikt. Rozumiem mowę innych zwierząt...
Na chwilę zajrzałam w jej myśli, by się upewnić czy nie blefuje.
- Wow! Słuchaj, Skayres, tak?
- Tak. - Przytaknęła.
- Chcesz być może samicą beta?
- Ja? Bardzo!
Zazwyczaj nie proponuję odpowiedzialnych pozycji nowo poznanym osobom, ale czytając jej w myślach zauważyłam, że serce ma czyste. Do tego z takimi umiejętnościami może się nadać. Najpierw muszę jednak skonsultować się z drugą alfą.
Jak najszybciej więc zaprowadziłam wilczycę do wolnej jaskini.
- Tutaj Cię zostawiam. Muszę jeszcze iść poradzić się drugiej Alfy. Następnym razem, mam nadzieję że opowiesz mi o sobie.
I ruszyłam do siostry. Zastałam ją wpatrującą się w nocne niebo.
- Witaj Teanri. Niech Łaska Gwiazd spłynie na Ciebie. - Pozdrowiłam ją po czym usiadłam obok niej.
- Witam siostro. Czy coś się stało? - Spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Dziś do naszej watahy przyłączyła się wilczyca o rzadkich zdolnościach. Zajrzałam w jej serce i uważam, że nadałaby się na betę. Przyszłam więc poradzić się Ciebie.
- Pokaż mi co widziałaś.
Zamknęłam oczy i zaczęłam "przekazywać" siostrze moje wspomnienia związane z młodą "wybranką".
- Hmm.. Muszę ją poznać. - Powiedziała mi wadera.
- Na pewno jeszcze dziś się spotkacie. Tymczasem ja wracam do swoich obowiązków.
Pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy. Każda w swoją stronę. Przeszłam się po krańcach naszego terytorium upewniając się czy nic nie grozi naszym wilkom. Gdy już skończyłam, ruszyłam w kierunku wodospadu. Tam znalazłam kilku członków watahy pijących wodę, spoglądających na gwiazdy, rozmawiających lub po prostu relaksujących się. Usiadłam z daleka od nich i spojrzałam w taflę przezroczystej cieczy. Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w jej melodię. Zasnęłam. Ten dzień się skończył.
- Czego tu szukasz? - Odezwałam się do wilczycy.
- No więc szukam watahy...- Odrzekła. - Jestem Skayres.
- Ja Elenlli. Bardzo chętnie przyjmę Cię do Watahy Tysięcy Gwiazd.
- To świetnie! - Wykrzyczała radośnie. - Bardzo dziękuję!
Wtedy naszą rozmowę przerwały dwa kłócące się ptaszki. I wtedy dane mi było ujrzeć bardzo rzadkie "przedstawienie". Bowiem widziałam po raz pierwszy od dawien dawna osobę która umiała rozmawiać ze zwierzętami.
- Aaaa..Co to miało być? -
- Ta...Możesz wziąć mnie za wariatkę, ale to moi kumple i przed chwilą rozwiązałam ich konflikt. Rozumiem mowę innych zwierząt...
Na chwilę zajrzałam w jej myśli, by się upewnić czy nie blefuje.
- Wow! Słuchaj, Skayres, tak?
- Tak. - Przytaknęła.
- Chcesz być może samicą beta?
- Ja? Bardzo!
Zazwyczaj nie proponuję odpowiedzialnych pozycji nowo poznanym osobom, ale czytając jej w myślach zauważyłam, że serce ma czyste. Do tego z takimi umiejętnościami może się nadać. Najpierw muszę jednak skonsultować się z drugą alfą.
Jak najszybciej więc zaprowadziłam wilczycę do wolnej jaskini.
- Tutaj Cię zostawiam. Muszę jeszcze iść poradzić się drugiej Alfy. Następnym razem, mam nadzieję że opowiesz mi o sobie.
I ruszyłam do siostry. Zastałam ją wpatrującą się w nocne niebo.
- Witaj Teanri. Niech Łaska Gwiazd spłynie na Ciebie. - Pozdrowiłam ją po czym usiadłam obok niej.
- Witam siostro. Czy coś się stało? - Spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Dziś do naszej watahy przyłączyła się wilczyca o rzadkich zdolnościach. Zajrzałam w jej serce i uważam, że nadałaby się na betę. Przyszłam więc poradzić się Ciebie.
- Pokaż mi co widziałaś.
Zamknęłam oczy i zaczęłam "przekazywać" siostrze moje wspomnienia związane z młodą "wybranką".
- Hmm.. Muszę ją poznać. - Powiedziała mi wadera.
- Na pewno jeszcze dziś się spotkacie. Tymczasem ja wracam do swoich obowiązków.
Pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy. Każda w swoją stronę. Przeszłam się po krańcach naszego terytorium upewniając się czy nic nie grozi naszym wilkom. Gdy już skończyłam, ruszyłam w kierunku wodospadu. Tam znalazłam kilku członków watahy pijących wodę, spoglądających na gwiazdy, rozmawiających lub po prostu relaksujących się. Usiadłam z daleka od nich i spojrzałam w taflę przezroczystej cieczy. Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w jej melodię. Zasnęłam. Ten dzień się skończył.
Od Picalla - CD historii Skayres
-Nie. Nie żywię nadziei. Wiem, że i tak wybierzesz innego ... Nie mam szczęścia . Do niczego ... -powiedziałem cicho i odszedłem . Skayres biegła za mną.
-Stój .., !-krzyknęła.
Ja nie stanąłem. Dumnie szedłem dalej.
-Masz naprawdę dużo szczęścia ...
Nie słuchałem jej. Odszedłem w głąb lasu. Tam zasnąłem. Ale było strasznie zimno. Na drugi dzień prawie nie czułem kończyn. Powoli dotarłem do swojej jaskini. Tam miałem materiały których użyłem do namalowania Skay. Zniszczyłem je. Usiadłem w koncie i czekałem ... Czekałem ... Choć sam nie wiedziałem na co. Siedziałem tam przez kilka dobrych godzin ...
<Skayres ?>
poniedziałek, 4 lutego 2013
Od Skayres- CD historii Picalla
Od Skayres
Był piękny, wiosenny dzień. Wyszłam z jaskini by rozprostować kości. Nim zdążyłam zrobić kilka kroków, ujrzałam Picalla, który niósł coś na grzbiecie. Pomyślałam, że mu pomogę i krokiem pełnym gracji do niego podeszłam. O dziwo, na grzbiecie miał wielki portret. Mój portret...Wykonany był z przeróżnych darów leśnych, między innymi malin i jagód.
- Proszę, to dla ciebie.- powiedziałem i wręczył mi to dzieło sztuki.
- Sam to robiłeś? - spytałam oblewając się rumieńcem.
- Tak. - odparł dumnie,
- Dzięki...Musiało Ci to strasznie długo zająć.
- Długo? - spytał z ironią w głosie. - Robiłem to z...dwa, trzy dni.
- Serio? Wow...- uśmiechnęłam się. - Masz talent. Pomożesz zanieść mi to do jaskini?
- Oczywiście.
Picallo tak jak obiecał, pomógł zanieść mi swe dzieło. Razem wybraliśmy odpowiednie miejsce na ścianie i powiesiliśmy obraz. Naszło mnie jednak dziwne uczucie...Czemu Picallo miałby tak po prostu robić mój portret i tracić swój czas? Czy on...
- Picallo, chciałam się czegoś Ciebie spytać. - zaczęłam, a w jego oczach pojawiła się nadzieja. - Dlaczego wykonałeś dla mnie ten portret? Chyba nie myślisz, że my...
<Picallo?>
Był piękny, wiosenny dzień. Wyszłam z jaskini by rozprostować kości. Nim zdążyłam zrobić kilka kroków, ujrzałam Picalla, który niósł coś na grzbiecie. Pomyślałam, że mu pomogę i krokiem pełnym gracji do niego podeszłam. O dziwo, na grzbiecie miał wielki portret. Mój portret...Wykonany był z przeróżnych darów leśnych, między innymi malin i jagód.
- Proszę, to dla ciebie.- powiedziałem i wręczył mi to dzieło sztuki.
- Sam to robiłeś? - spytałam oblewając się rumieńcem.
- Tak. - odparł dumnie,
- Dzięki...Musiało Ci to strasznie długo zająć.
- Długo? - spytał z ironią w głosie. - Robiłem to z...dwa, trzy dni.
- Serio? Wow...- uśmiechnęłam się. - Masz talent. Pomożesz zanieść mi to do jaskini?
- Oczywiście.
Picallo tak jak obiecał, pomógł zanieść mi swe dzieło. Razem wybraliśmy odpowiednie miejsce na ścianie i powiesiliśmy obraz. Naszło mnie jednak dziwne uczucie...Czemu Picallo miałby tak po prostu robić mój portret i tracić swój czas? Czy on...
- Picallo, chciałam się czegoś Ciebie spytać. - zaczęłam, a w jego oczach pojawiła się nadzieja. - Dlaczego wykonałeś dla mnie ten portret? Chyba nie myślisz, że my...
<Picallo?>
Od Picalla
Siedziałem w jaskini. Byłem głodny. Wokół czuć było woń smacznego
jedzenia. Królik ? Nie ... Jeleń ? Nie ... Niedźwiedź ! No właśnie.
Miałem na to wielką ochotę. Wyszedłem powolnie z jaskini i parsknąłem
powietrzem. Po drodze spotkałem siedzącą z niedźwiedziem Skay.
-Witaj.
-Hej. Widziałaś gdzieś blisko stado jeleni ?
-Nie, nie widziałam, ale możesz przyłączyć się do mnie.
-Dziękuję.-powiedziałem i zacząłem jeść koło niej.
Mięso było prze pyszne ;x. Zjedliśmy i rozeszliśmy się. Wadera urzekła mnie od samego początku. Czy to wypali ? Nie wiem. Postanowiłem coś dla niej zrobić. Przez 30 dni i 30 nocy siedziałem w jaskini robiąc jej wielki obraz. Malowałem go różnymi rzeczami z lasu i innymi rzeczami z jungli. W końcu wyszła piękna Skayres. Wziąłem obraz na grzbiet i wyszłem. Nie daleko spotkałem Skay.
-Proszę, to dla ciebie.-powiedziałem.
>Skayres ? :D>
-Witaj.
-Hej. Widziałaś gdzieś blisko stado jeleni ?
-Nie, nie widziałam, ale możesz przyłączyć się do mnie.
-Dziękuję.-powiedziałem i zacząłem jeść koło niej.
Mięso było prze pyszne ;x. Zjedliśmy i rozeszliśmy się. Wadera urzekła mnie od samego początku. Czy to wypali ? Nie wiem. Postanowiłem coś dla niej zrobić. Przez 30 dni i 30 nocy siedziałem w jaskini robiąc jej wielki obraz. Malowałem go różnymi rzeczami z lasu i innymi rzeczami z jungli. W końcu wyszła piękna Skayres. Wziąłem obraz na grzbiet i wyszłem. Nie daleko spotkałem Skay.
-Proszę, to dla ciebie.-powiedziałem.
>Skayres ? :D>
niedziela, 3 lutego 2013
Od Erviri
Znów to samo ... Znów byłam wygnana, kolejny raz!
Chodziłam, po wielkim lesie, wspominając dawna watahę, bardzo żałowałam, tego co zrobiłam. Po krótkiej chwili, rozejrzałam się, nie wiedziałam gdzie jestem. Wiedziałam tylko, że to terytorium jakiejś obcej watahy. Nagle dostrzegłam zbliżającą sie do mnie wilczyce.
-Kim jesteś?! I czegu tu szukasz- krzyknęła wadera.
-Jestem Erviria. Ja zostałam wygnana z watahy i szuakm nowego domu- odpowiedziałam, przerażona.
-A więc szukasz watahy
- Tak - odpowiedziałam niepewnie.
-Jeśli chcesz, mozesz dołaczyć do mojej watah, oczywiscie o ile okażesz sie tego godna
- Naprawdę? - spytałam z niedowierzaniem .
-Tak, ja jestem Teanri i jestem Alfą - odpowiedziała.
Na zewnątrz zachowałam kamienną, spokojna postawę, ale w środku wręcz krzyczałam z radosci.
-Nawet nie wiesz jak się cięszę!
- Chodź za mną, zobaczysz watahe - odparła Teanri
I tak własnie odtarłam do watahy.
Chodziłam, po wielkim lesie, wspominając dawna watahę, bardzo żałowałam, tego co zrobiłam. Po krótkiej chwili, rozejrzałam się, nie wiedziałam gdzie jestem. Wiedziałam tylko, że to terytorium jakiejś obcej watahy. Nagle dostrzegłam zbliżającą sie do mnie wilczyce.
-Kim jesteś?! I czegu tu szukasz- krzyknęła wadera.
-Jestem Erviria. Ja zostałam wygnana z watahy i szuakm nowego domu- odpowiedziałam, przerażona.
-A więc szukasz watahy
- Tak - odpowiedziałam niepewnie.
-Jeśli chcesz, mozesz dołaczyć do mojej watah, oczywiscie o ile okażesz sie tego godna
- Naprawdę? - spytałam z niedowierzaniem .
-Tak, ja jestem Teanri i jestem Alfą - odpowiedziała.
Na zewnątrz zachowałam kamienną, spokojna postawę, ale w środku wręcz krzyczałam z radosci.
-Nawet nie wiesz jak się cięszę!
- Chodź za mną, zobaczysz watahe - odparła Teanri
I tak własnie odtarłam do watahy.
Od Damiena- Jak dołączyłem?
Po
ucieczce z Watahy Szklistych Dusz nie miałem stałego miejsca na
ziemi.Spałem pod jakimś drzewem i jadłem padliny,ponieważ zbyt
słaby,żeby coś upolować.Pewnej nocy idąc przez pustą polanę usłyszałem
wycie jakiś wilków.
-"To na pewno jakaś wataha,może mi pomogą"-pomyślałem i zawyłem,żeby mnie usłyszeli- Pobiegłem do nich,byli na polanie po drugiej stronie lasku.Nagle kilku samców wyskoczyło na mnie,ja nie przyjmowałem groźnej postawy,ale i nie spłaszczyłem się przed nimi. -Czego tu szukasz i kim jesteś?-powiedziała czarna samica ze skrzydłami- -Jestem Damien i potrzebuję pomocy -Naszej? -Tak...potrzebuje się dostać do domu do Mglistych Gór -Mgliste Góry....jesteś daleko od domu-powiedziała jedna z samic,miała pomarańczowe pręgi na ciele- -Muszę wrócić do rodziny -A nie wolałbyś zostać?-zapytała czarna- -No nie wiem -Potrzebujemy członków-powiedziała ta z pręgami- -Noo...dobrze zostanę tutaj -Świetnie oto jesteś naszym nowym członkiem Po kilku dniach przyzwyczaiłem się do nowej watahy,jednak nigdy nie zapomniałem o Mglistych Górach.Jakie były piękne o każdej porze roku.W watasze zostałem przyjęty jakby mnie znali od małego.To był mój nowy dom i jak na razie nie opuszczam go. |
|
piątek, 1 lutego 2013
Od Teanrii - CD historii Damona
Wędrowałam sobie tu i ówdzie aż moją uwagę przykuł pewien nieznany basior. Podeszłam do niego.
Rozmawialiśmy chwilę, a on postanowił dołączyć do watahy. Wieczorem wypoczywałam koło swojej jaskini aż nagle zjawił się Damon.
-Hej! – przywitał się.
-O, witaj, Damonie – uśmiechnęłam się serdecznie.
-Ym… mam taką sprawę…- przez chwilę się wahał.
-Jaką?- spytałam.
-Może przeszłabyś się ze mną na spacer? Albo na polowanie, jak wolisz.- odpowiedział.
-To może raczej na polowanie.- uśmiechnęłam się- Od kilku godzin w brzuchu mi burczy.- w tej chwili zaśmiałam się lekko.
Poszliśmy na łąkę mając nadzieję, że trafimy na stado saren. Nasze nadzieje ziściły się. Przed sobą widzieliśmy teraz dorodne sarny. Wybraliśmy najlepszą i zaatakowaliśmy. Przez chwilę uciekała ale Damon szybko ją wyprzedził i wgryzł się w jej tchawicę. Sarna padła na ziemię, a po kilku minutach straciła życie. Zjedliśmy ją ze smakiem. Była pyszna. Potem poszliśmy napić się wody ze strumyka, która po posiłku wydawała się bardziej orzeźwiająca niż zwykle. Niestety po gonitwie za zdobyczą stałam się wyczerpana.
- Pa!- powiedziałam i poszłam w stronę mojej jaskini, a on oglądał się za mną odwzajemniając się pożegnaniem.
W jaskini przespałam się myśląc o watasze.
Rozmawialiśmy chwilę, a on postanowił dołączyć do watahy. Wieczorem wypoczywałam koło swojej jaskini aż nagle zjawił się Damon.
-Hej! – przywitał się.
-O, witaj, Damonie – uśmiechnęłam się serdecznie.
-Ym… mam taką sprawę…- przez chwilę się wahał.
-Jaką?- spytałam.
-Może przeszłabyś się ze mną na spacer? Albo na polowanie, jak wolisz.- odpowiedział.
-To może raczej na polowanie.- uśmiechnęłam się- Od kilku godzin w brzuchu mi burczy.- w tej chwili zaśmiałam się lekko.
Poszliśmy na łąkę mając nadzieję, że trafimy na stado saren. Nasze nadzieje ziściły się. Przed sobą widzieliśmy teraz dorodne sarny. Wybraliśmy najlepszą i zaatakowaliśmy. Przez chwilę uciekała ale Damon szybko ją wyprzedził i wgryzł się w jej tchawicę. Sarna padła na ziemię, a po kilku minutach straciła życie. Zjedliśmy ją ze smakiem. Była pyszna. Potem poszliśmy napić się wody ze strumyka, która po posiłku wydawała się bardziej orzeźwiająca niż zwykle. Niestety po gonitwie za zdobyczą stałam się wyczerpana.
- Pa!- powiedziałam i poszłam w stronę mojej jaskini, a on oglądał się za mną odwzajemniając się pożegnaniem.
W jaskini przespałam się myśląc o watasze.
Od Tenrii- CD histori Capricji i Jamesa
Byłam wściekła! Ktoś wkroczył na nasze tereny i jeszcze próbował mnie zabić. Była to wadera i basior. Wadera bardzo wdała mi się w kość.
- A więc. Bądź miła, bo ja nie zamierzam być. - warknęła.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał basior, a ona przestała atakować.
- Nie mam zamiaru odpowiadać,ESTREL! - krzyknęłam ile tchu w płucach.
Po chwili pojawił się orzeł z bojowym okrzykiem. Wylądował na moim ramieniu. Jego potężne skrzydła odstraszały wrogów, a przynajmniej próbowały.
- Bezlitośnie... - powiedziałam do niego.
Wydał jeszcze jeden okrzyk i rzucił się w ich stronę. Najwidoczniej próbowali się bronić, ale orzeł był szybki i unikał każdy ich cios. Wbijał swoje szpony głęboko w ciała napastników.
- Estrel, gdzieś ty się powiedział kiedy twa pani potrzebowała nagłego ratunku?- mruknęłam pod nosem.
Dołączyłam do walki. Po godzinie walki wszyscy byliśmy wyczerpani i brudni od krwi.
- Wynoście się stąd. - warknęłam, a orzeł przytaknął mi okrzykiem.
- Nie. - powiedzieli chórem.
Walczyliśmy długo aż nagle nasze siły były małe i każda ze stron postanowiła się poddać wiedząc, że dalszy upływ krwi może doprowadzić do zguby każdego. Wszyscy poszliśmy nad wodospad aby obmyć się ze swojej krwi i krwi przeciwników. Gdy emocje po walce osłabły zapytałam się ich:
- Chcecie dołączyć do Watahy Tysięcy Gwiazd? Przydaliby się nam tacy wojownicy.- próbowałam się uśmiechnąć, ale ból przeważał nad tym czynem.
- Sama nie wiem... - nadal patrzyła na mnie z pogardą.
- Z chęcią. - powiedział James.
Przedstawiliśmy się sobie nawzajem, ale Capricji nie za bardzo to odpowiadało.
< Capricja dokończ>
- A więc. Bądź miła, bo ja nie zamierzam być. - warknęła.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał basior, a ona przestała atakować.
- Nie mam zamiaru odpowiadać,ESTREL! - krzyknęłam ile tchu w płucach.
Po chwili pojawił się orzeł z bojowym okrzykiem. Wylądował na moim ramieniu. Jego potężne skrzydła odstraszały wrogów, a przynajmniej próbowały.
- Bezlitośnie... - powiedziałam do niego.
Wydał jeszcze jeden okrzyk i rzucił się w ich stronę. Najwidoczniej próbowali się bronić, ale orzeł był szybki i unikał każdy ich cios. Wbijał swoje szpony głęboko w ciała napastników.
- Estrel, gdzieś ty się powiedział kiedy twa pani potrzebowała nagłego ratunku?- mruknęłam pod nosem.
Dołączyłam do walki. Po godzinie walki wszyscy byliśmy wyczerpani i brudni od krwi.
- Wynoście się stąd. - warknęłam, a orzeł przytaknął mi okrzykiem.
- Nie. - powiedzieli chórem.
Walczyliśmy długo aż nagle nasze siły były małe i każda ze stron postanowiła się poddać wiedząc, że dalszy upływ krwi może doprowadzić do zguby każdego. Wszyscy poszliśmy nad wodospad aby obmyć się ze swojej krwi i krwi przeciwników. Gdy emocje po walce osłabły zapytałam się ich:
- Chcecie dołączyć do Watahy Tysięcy Gwiazd? Przydaliby się nam tacy wojownicy.- próbowałam się uśmiechnąć, ale ból przeważał nad tym czynem.
- Sama nie wiem... - nadal patrzyła na mnie z pogardą.
- Z chęcią. - powiedział James.
Przedstawiliśmy się sobie nawzajem, ale Capricji nie za bardzo to odpowiadało.
< Capricja dokończ>
Od Skayres
Tak więc tuż po tym strasznym wydarzeniu, jakim było przyłapanie mojego
chłopaka na zdradzie, ruszyłam szukać nowej watahy. Nie szłam długo,
gdyż bardzo wcześnie dotarłam na polanę, gdzie stała czarna jak noc z
szafirowymi oczami.
- Czego tu szukasz? - spytała.
- No więc szukam watahy...- odparłam. - Jestem Skayres.
- Ja Elenlli. Bardzo chętnie przyjmę Cię do Watahy Tysięcy Gwiazd.
- To świetnie! - krzyknęłam. - Bardzo dziękuję!
Wtedy na polanę przyleciały dwa skłócone ptaszki. Znałam te ptaszynki. To Świerkot i Ćwirek. Może to dziwne, ale ja przyjaźnię się ze zwierzętami leśnymi i poluję tylko wtedy, kiedy jestem głodna. Te małe istotki to moi przyjaciele. Do tego, rozumiem mowę zwierząt.
- Ej, ej, ej! - krzyknęłam. - Co się stało?
Świergot usiadł mi na prawym ramieniu, Ćwirek zaś na lewym. Oboje po ptasiemu opowiedziały mi, co się stało. Otóż Świergot znalazł partnerkę, która podobała się Ćwirkowi. Tak więc jego przyjaciel pokazał się z najlepszej strony i ośmieszał Świergotka. Samiczka miała ich obojga dosyć i po prostu odleciała.
- Em...Wszystko dobrze? - spytała po chwili samica alfa uważnie mi się przyglądając.
- Poczekaj chwilę. - powiedziałam i zwróciłam się do ptaszków. - Słuchajcie, moi mili. Żadna samica nie może popsuć waszej przyjaźni. Poznaliście się jeszcze jako jajka i od razu wiedzieliście, że będziecie kumplami na zawsze. Tak musi pozostać. Miłość jest ulotna, przyjaźń zostaje na zawsze.
Oba ptaszki popatrzyły się na siebie i wesoło zaćwierkały. Tym razem odleciały już z uśmiechem na dzióbkach.
- Aaaa..Co to miało być? - ponownie spytała Elenlli.
- Ta...Możesz wziąć mnie za wariatkę, ale to moi kumple i przed chwilą rozwiązałam ich konflikt. Rozumiem mowę innych zwierząt...
- Wow! Słuchaj, Skayres, tak?
- Tak. - przytaknęłam.
- Chcesz być może samicą beta?
- Ja? Bardzo!
<Elenlli?>
- Czego tu szukasz? - spytała.
- No więc szukam watahy...- odparłam. - Jestem Skayres.
- Ja Elenlli. Bardzo chętnie przyjmę Cię do Watahy Tysięcy Gwiazd.
- To świetnie! - krzyknęłam. - Bardzo dziękuję!
Wtedy na polanę przyleciały dwa skłócone ptaszki. Znałam te ptaszynki. To Świerkot i Ćwirek. Może to dziwne, ale ja przyjaźnię się ze zwierzętami leśnymi i poluję tylko wtedy, kiedy jestem głodna. Te małe istotki to moi przyjaciele. Do tego, rozumiem mowę zwierząt.
- Ej, ej, ej! - krzyknęłam. - Co się stało?
Świergot usiadł mi na prawym ramieniu, Ćwirek zaś na lewym. Oboje po ptasiemu opowiedziały mi, co się stało. Otóż Świergot znalazł partnerkę, która podobała się Ćwirkowi. Tak więc jego przyjaciel pokazał się z najlepszej strony i ośmieszał Świergotka. Samiczka miała ich obojga dosyć i po prostu odleciała.
- Em...Wszystko dobrze? - spytała po chwili samica alfa uważnie mi się przyglądając.
- Poczekaj chwilę. - powiedziałam i zwróciłam się do ptaszków. - Słuchajcie, moi mili. Żadna samica nie może popsuć waszej przyjaźni. Poznaliście się jeszcze jako jajka i od razu wiedzieliście, że będziecie kumplami na zawsze. Tak musi pozostać. Miłość jest ulotna, przyjaźń zostaje na zawsze.
Oba ptaszki popatrzyły się na siebie i wesoło zaćwierkały. Tym razem odleciały już z uśmiechem na dzióbkach.
- Aaaa..Co to miało być? - ponownie spytała Elenlli.
- Ta...Możesz wziąć mnie za wariatkę, ale to moi kumple i przed chwilą rozwiązałam ich konflikt. Rozumiem mowę innych zwierząt...
- Wow! Słuchaj, Skayres, tak?
- Tak. - przytaknęłam.
- Chcesz być może samicą beta?
- Ja? Bardzo!
<Elenlli?>
Od Michael- "Początek Nowego Dramatu"
Biegłam przez miasto, omijając warczące
maszyny. Gdzie tylko stanęłam tam ziemia pokrywała sie lodem. Co chwila
słyszałam piski opon i krzyczących ludzi. Próbowano mnie nawet
zastrzelić, ale moje ciało wytworzyło lodową osłonę i strzały sie tylko
odbijały. Byłam zrozpaczona. W pewnej chwili cos poderwało mnie od
ziemi. Czyżby anioły? Wgórze nic nie widziałam, za to pod moimi łapami
był sniezny puch. Lękając się zrobic jakikolwiek ruch. spojrzałam w dół.
Wielkie szare drzewa i warczące maszyny na drogach. Zdecydowałam.
Zrobiłam krok na przód, a śnieżna chmurka zrobiła to samo. Zaczęłam
biec. Takto dodarłam do skrajów miasta a nawet i dalej. Nie miałam
pojęcia gdzie jestem. Nie opanowana moc zaczęła słabnąć i chmurka
rozsypała się. Spadłam na miękkie krzaki. Byłam wolna. Biegłam dnie i
noce, bez jedzenia i napoju. Wcale sie nie męczyłam. A gdzie tylko
poszłam to za mną rozciągała się wielka zmarzlina. Spod moich łap
unosiły sie płatki śniegu. Co oni mi zrobili. Co sie ze mną stało?
Dodarłam tu piątego dnia wędrówki. Wilki były zszokowane widząc wilka z lodu, który poruszał się i mówił w taką pore roku.
- Zdejmijcie to ze mnie - łkałam - Zdejmijcie ze mnie ten lód!
< Niech ktoś dokończy >
Dodarłam tu piątego dnia wędrówki. Wilki były zszokowane widząc wilka z lodu, który poruszał się i mówił w taką pore roku.
- Zdejmijcie to ze mnie - łkałam - Zdejmijcie ze mnie ten lód!
< Niech ktoś dokończy >
Od Niagary
Ech...Moje życie jest bezsensu.Rzuciła bym się w przepaść,ale tego nie
zrobię.Postanowiłam trochę popływać.Może zapomnę o samobójstwie...Szłam
do najbliższej sadzawki,czy rzeki.Woda była niezwykle ciepła.Tym
bardziej zachciało mi się pływać.Pływałam spokojnie,ale coś lub ktoś
przerwał tą równowagę.Coś ciągnęło mnie do dna.
-*Śmierć puka do drzwi...*-pomyślałam i byłam już na innym świecie.
Wyglądał dość przyjaźnie i normalnie.Niebo niebieskie.Tylko jedno słońce.Normalnie wyglądające drzewa.
-*Coś jest nie tak...*-pomyślałam
Przede mną nagle nie wiadomo z kąt pojawił się wilk.Nie normalny wilk.Mutant...Zaczęłam się trochę bać. Rozpoczęłam uciekanie.Byłam już zmęczona,więc wilk mnie dogonił.Potem otworzył mi pysk na siłę i wsypał jakiś proszek.
~Po 10 minutach~
Dziwnie się czułam.Głowa mnie bolała strasznie.Otworzyłam oczy i zobaczyłam dwa wilki.
-Witaj nieznajoma.Z kąt pochodzisz?-zapytał jeden z nich
-Witaj.Jestem ze świata żywych.Z normalnego świata...-odpowiedziałam ospale.-Czy mogę wstać?
-Tak,oczywiście.
Wstałam i wydawało mi się,że jestem większa niż zazwyczaj.Taj świat jest dziwny...Wilki patrzyły się na mnie.Spojrzałam na dwa basiory.Dali mi znak ich oczyma,że mogę wyjść. Ostrożnie wyszłam z jaskini.Porozglądałam się trochę.I w tedy obudziłam się.
-*To wszystko to sen...Nie chcę się zabijać...*-powiedziałam sobie w myślach.
Leżałam w jaskini.Obróciłam się na lewy bok i odskoczyłam.
-Matko!-krzyknęłam
-Spokojnie.Jesteś bezpieczna.-powiedziała wadera
-Gdzie ja jestem?-zapytałam
-Jesteś w mojej jaskini.Mam na imię Modesta.-odpowiedziała uśmiechając się
-Ja mam na imię Niagara.Jak się domyślam to wataha?
-Tak,to wataha.Zaprowadzę cię do alfy.-powiedziała Modesta
-Dobrze.
Wstałam.Ledwo co trzymałam się na nogach.Jakoś doczłapałam do alfy z pomocą Modesty.
Alfa popatrzyła się na mnie i dała znak Modeście,że chcę z nią porozmawiać.Ja usiadłam na ziemi i rozglądałam się po kątach.W końcu przyszła Modesta i alfa.
-Zacznijmy od zapoznania się.Mam na imię Teanri.Jeśli chcesz możesz dołączyć do mojej watahy.-powiedziała przyjaźnie Teanri.
-Bardzo tego chcę!-aż krzyknęłam z radości.-Mam na imię Niagara.
-Modesto,zaprowadź Niagarę do jej jaskini.-powiedziała samica alfa.
Poszłam z Modzią do jaskini.Po drodze dyskutowałyśmy o tym i owym.Zapadała noc.W nowym domu czuję się naprawdę dobrze.
-*Śmierć puka do drzwi...*-pomyślałam i byłam już na innym świecie.
Wyglądał dość przyjaźnie i normalnie.Niebo niebieskie.Tylko jedno słońce.Normalnie wyglądające drzewa.
-*Coś jest nie tak...*-pomyślałam
Przede mną nagle nie wiadomo z kąt pojawił się wilk.Nie normalny wilk.Mutant...Zaczęłam się trochę bać. Rozpoczęłam uciekanie.Byłam już zmęczona,więc wilk mnie dogonił.Potem otworzył mi pysk na siłę i wsypał jakiś proszek.
~Po 10 minutach~
Dziwnie się czułam.Głowa mnie bolała strasznie.Otworzyłam oczy i zobaczyłam dwa wilki.
-Witaj nieznajoma.Z kąt pochodzisz?-zapytał jeden z nich
-Witaj.Jestem ze świata żywych.Z normalnego świata...-odpowiedziałam ospale.-Czy mogę wstać?
-Tak,oczywiście.
Wstałam i wydawało mi się,że jestem większa niż zazwyczaj.Taj świat jest dziwny...Wilki patrzyły się na mnie.Spojrzałam na dwa basiory.Dali mi znak ich oczyma,że mogę wyjść. Ostrożnie wyszłam z jaskini.Porozglądałam się trochę.I w tedy obudziłam się.
-*To wszystko to sen...Nie chcę się zabijać...*-powiedziałam sobie w myślach.
Leżałam w jaskini.Obróciłam się na lewy bok i odskoczyłam.
-Matko!-krzyknęłam
-Spokojnie.Jesteś bezpieczna.-powiedziała wadera
-Gdzie ja jestem?-zapytałam
-Jesteś w mojej jaskini.Mam na imię Modesta.-odpowiedziała uśmiechając się
-Ja mam na imię Niagara.Jak się domyślam to wataha?
-Tak,to wataha.Zaprowadzę cię do alfy.-powiedziała Modesta
-Dobrze.
Wstałam.Ledwo co trzymałam się na nogach.Jakoś doczłapałam do alfy z pomocą Modesty.
Alfa popatrzyła się na mnie i dała znak Modeście,że chcę z nią porozmawiać.Ja usiadłam na ziemi i rozglądałam się po kątach.W końcu przyszła Modesta i alfa.
-Zacznijmy od zapoznania się.Mam na imię Teanri.Jeśli chcesz możesz dołączyć do mojej watahy.-powiedziała przyjaźnie Teanri.
-Bardzo tego chcę!-aż krzyknęłam z radości.-Mam na imię Niagara.
-Modesto,zaprowadź Niagarę do jej jaskini.-powiedziała samica alfa.
Poszłam z Modzią do jaskini.Po drodze dyskutowałyśmy o tym i owym.Zapadała noc.W nowym domu czuję się naprawdę dobrze.
Od Ventus'a
Byłem jeszcze małym wilczkiem, gdy moja wataha prowadziła wojnę, nie
pamiętam kto prowadził wrogą nam watahę, wiem tylko tyle, że rozmawiałem
z tatą.
-Synu, nie bój się, poradzimy sobie, Ty uciekaj, nie chcę, by stało Ci się coś złego.
-Ale tato! Nie zostawię was, będę dzielnie bronił naszej watahy! - Powiedziałem z nadzieją, że tata pozwoli mi zostać.
-Lou, bierz małego! Jest ważny dla tej watahy! dzięki niemu zwyciężymy! - To były słowa jakiegoś wilka, nie znałem go, potem znalazłem się w worku.
Próbowałem się wydostać, lecz na próżno, gdy nagle worek otworzył się, zobaczyłem starego wilka, to był Podektus, mój nauczyciel lotnictwa. Dzięki niemu opanowałem lotnictwo do perfekcji, nauczył mnie też magii i magii światła, gdy byłem już dorosłym wilkiem, który zakończył trening Podektus pogratulował mi i powiedział "Idź za głosem serca, tylko jedna wataha przyjmie Cię z godnością". Wiedziałem, że to prawda, gdy skończyłem trzy lata natknąłem się na piękną samicę, która - Jak się okazało, ma własną watahę zapytałem ją, czy mnie przyjmie, zgodziła się!
Teraz należę do najlepszej watahy, Watahy Tysięcy Gwiazd, i pomyśleć, że stary Podektus miał racje, może to był mój anioł stróż? No cóż, to pozostanie zagadką.
-Synu, nie bój się, poradzimy sobie, Ty uciekaj, nie chcę, by stało Ci się coś złego.
-Ale tato! Nie zostawię was, będę dzielnie bronił naszej watahy! - Powiedziałem z nadzieją, że tata pozwoli mi zostać.
-Lou, bierz małego! Jest ważny dla tej watahy! dzięki niemu zwyciężymy! - To były słowa jakiegoś wilka, nie znałem go, potem znalazłem się w worku.
Próbowałem się wydostać, lecz na próżno, gdy nagle worek otworzył się, zobaczyłem starego wilka, to był Podektus, mój nauczyciel lotnictwa. Dzięki niemu opanowałem lotnictwo do perfekcji, nauczył mnie też magii i magii światła, gdy byłem już dorosłym wilkiem, który zakończył trening Podektus pogratulował mi i powiedział "Idź za głosem serca, tylko jedna wataha przyjmie Cię z godnością". Wiedziałem, że to prawda, gdy skończyłem trzy lata natknąłem się na piękną samicę, która - Jak się okazało, ma własną watahę zapytałem ją, czy mnie przyjmie, zgodziła się!
Teraz należę do najlepszej watahy, Watahy Tysięcy Gwiazd, i pomyśleć, że stary Podektus miał racje, może to był mój anioł stróż? No cóż, to pozostanie zagadką.
Od Jamesa i Capricji
Od Jamesa
Ku*rwa! Chodzę już z moją "ukochaną" siostrzyczką po tych lasach od ponad 3 lat! Czy w tym świecie są tylko drzewa?! Najchętniej wyciąłbym całą florę (faunę też), podgrzał ją do temp. 10000* i wyrzucił do jakiejś rzeki.
Od Capricji
Ten mój pierd*olony braciszek tylko, by na wszystko narzekał! Ciągle wybrzydza "Nie chce tego...", "Sama sobie to zeżryj", 'Zejdź mi z oczu su*o" itp... Ja zazwyczaj odszczekuje mu się o wiele gorzej, ale mu to nie przeszkadza. Oby dwoje dobrze wiemy, że się kochamy. Jesteśmy trochę nietypowym rodzeństwem (bliźniaki dwujajowe), ale za to na szczęście mamy ten sam charakter.
Od Jamesa
Capi znów mnie "zjechała" za to, że powiedziałem jej "spierd**aj". Ona ciągle ma jakieś problemy -,- Strasznie zgłodniałem, ale nie mówiłem tego na głos, bo znowu by było "Weź już zamknij ryj, bo słuchać tego nie chce!". Po chwili usłyszałem w krzakach obok jakiś szelest; chwilę potem przed nami pojawiły się dwie sarny. Spojrzałem na Capi; Jej oczy błyszczały z podniecenia *Głupia małpa. Pewnie też jest głodna.* - pomyślałem i skoczyłem na zwierzynę.
Od Capricji
Przed nami pojawiły się dwie dorodne sarny. Byłam choler*nie głodna jednak nie od razu zaatakowałam. Oczy błyszczały mi z podniecenia (uwielbiam polować i walczyć). Wiedziałam, że James teraz na mnie patrzy. ~Będę pierwszy!~ powiedział do mnie w myślach i skoczył. ~Ku*wa zostaw jedną dla mnie!~ odpowiedziałam mu. Dla wytłumaczenia - możemy rozmawiać i czytać sobie wzajemnie w myślach. Jest też taka opcja, że on łączy się ze mną i widzi, czuje i słyszy to co ja. Działa to w dwie strony.
Od Jamesa
Capi nieźle się wściekła, gdy skoczyłem i zabiłem oby dwie sarny. Powiedziała, że jestem nieogarniętym ci*lem, ale miałem to gdzieś. Zjedliśmy po sarnie, a po chwili usłyszałem głos:
- Kim jesteście? - spojrzałem na siostrę, a ona na mnie. Oby dwoje się uśmiechnęliśmy tajemniczo i odwróciliśmy jednocześnie do wadery. ~Teraz moja kolej!~ warknęła do mnie w myślach siostra. ~A bierz ją sobie.~ zaśmiałem się. Ostatnim razem to ja zabijałem więc teraz przyszła kolej na Capi. Obca wadera przyjęła pozycję bojową, ale to i tak nie powstrzymało mojej bliźniaczki ^^ Capi zaatakowała :3
Od Capricji
Nareszcie! Jakiś wilk, którym można się pobawić. Czarno-pomarańczowa wadera przyjęła pozycję bojową lecz to mnie nie powstrzymało. Rzuciłam się na nią z pazurami. Wadera zrobiła zręczny unik lecz ja zaraz po tym moimi włosami podcięłam jej lekko łapy. Wilczyca padła na ziemię z cichym piskiem. Po chwili moje łapy zaczęły wrastać w ziemię.
Od Jamesa
Zauważyłem jak łapy Capricji wrastają w ziemię. Nie mogłem na to pozwolić więc zatrzymałem czas i wydostałem ją stamtąd. Moja siostra od razu wiedziała co zrobiłem więc bez wahania skoczyła na plecy wadery. Wbiła jej pazury w barki i przygniotła łeb do ziemi.
Od Capricji
Ta su*a myśli, że tak łatwo mnie pokonać?! Tak?! To się ku*wa grubo myli! Skoczyłam na nią i przycisnęłam ją do ziemie.
- Złaź ze mnie! - warknęła.
- Spokojnie... Nie chcemy Cię zabić. Przynajmniej ja. - powiedział James podchodząc do niej. Gdy nachylił się by zobaczyć jej twarz ona dała mu w mordę. *Chyba zacznę ją lubić.* ~ pomyślałam. Ale jednak to mój brat. Wbiłam pazury głębiej tak, bym poczuła jej kości. Zaraz po tym, gdy wydała przeraźliwy pisk (melodia dla naszych uszu) wyciągnęłam pazury.
- A więc. Bądź miła, bo ja nie zamierzam być. - warknęłam.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał James, a ja z niej zeszłam.
<Teanri, jak pierwsze wrażenia?^^>
Ku*rwa! Chodzę już z moją "ukochaną" siostrzyczką po tych lasach od ponad 3 lat! Czy w tym świecie są tylko drzewa?! Najchętniej wyciąłbym całą florę (faunę też), podgrzał ją do temp. 10000* i wyrzucił do jakiejś rzeki.
Od Capricji
Ten mój pierd*olony braciszek tylko, by na wszystko narzekał! Ciągle wybrzydza "Nie chce tego...", "Sama sobie to zeżryj", 'Zejdź mi z oczu su*o" itp... Ja zazwyczaj odszczekuje mu się o wiele gorzej, ale mu to nie przeszkadza. Oby dwoje dobrze wiemy, że się kochamy. Jesteśmy trochę nietypowym rodzeństwem (bliźniaki dwujajowe), ale za to na szczęście mamy ten sam charakter.
Od Jamesa
Capi znów mnie "zjechała" za to, że powiedziałem jej "spierd**aj". Ona ciągle ma jakieś problemy -,- Strasznie zgłodniałem, ale nie mówiłem tego na głos, bo znowu by było "Weź już zamknij ryj, bo słuchać tego nie chce!". Po chwili usłyszałem w krzakach obok jakiś szelest; chwilę potem przed nami pojawiły się dwie sarny. Spojrzałem na Capi; Jej oczy błyszczały z podniecenia *Głupia małpa. Pewnie też jest głodna.* - pomyślałem i skoczyłem na zwierzynę.
Od Capricji
Przed nami pojawiły się dwie dorodne sarny. Byłam choler*nie głodna jednak nie od razu zaatakowałam. Oczy błyszczały mi z podniecenia (uwielbiam polować i walczyć). Wiedziałam, że James teraz na mnie patrzy. ~Będę pierwszy!~ powiedział do mnie w myślach i skoczył. ~Ku*wa zostaw jedną dla mnie!~ odpowiedziałam mu. Dla wytłumaczenia - możemy rozmawiać i czytać sobie wzajemnie w myślach. Jest też taka opcja, że on łączy się ze mną i widzi, czuje i słyszy to co ja. Działa to w dwie strony.
Od Jamesa
Capi nieźle się wściekła, gdy skoczyłem i zabiłem oby dwie sarny. Powiedziała, że jestem nieogarniętym ci*lem, ale miałem to gdzieś. Zjedliśmy po sarnie, a po chwili usłyszałem głos:
- Kim jesteście? - spojrzałem na siostrę, a ona na mnie. Oby dwoje się uśmiechnęliśmy tajemniczo i odwróciliśmy jednocześnie do wadery. ~Teraz moja kolej!~ warknęła do mnie w myślach siostra. ~A bierz ją sobie.~ zaśmiałem się. Ostatnim razem to ja zabijałem więc teraz przyszła kolej na Capi. Obca wadera przyjęła pozycję bojową, ale to i tak nie powstrzymało mojej bliźniaczki ^^ Capi zaatakowała :3
Od Capricji
Nareszcie! Jakiś wilk, którym można się pobawić. Czarno-pomarańczowa wadera przyjęła pozycję bojową lecz to mnie nie powstrzymało. Rzuciłam się na nią z pazurami. Wadera zrobiła zręczny unik lecz ja zaraz po tym moimi włosami podcięłam jej lekko łapy. Wilczyca padła na ziemię z cichym piskiem. Po chwili moje łapy zaczęły wrastać w ziemię.
Od Jamesa
Zauważyłem jak łapy Capricji wrastają w ziemię. Nie mogłem na to pozwolić więc zatrzymałem czas i wydostałem ją stamtąd. Moja siostra od razu wiedziała co zrobiłem więc bez wahania skoczyła na plecy wadery. Wbiła jej pazury w barki i przygniotła łeb do ziemi.
Od Capricji
Ta su*a myśli, że tak łatwo mnie pokonać?! Tak?! To się ku*wa grubo myli! Skoczyłam na nią i przycisnęłam ją do ziemie.
- Złaź ze mnie! - warknęła.
- Spokojnie... Nie chcemy Cię zabić. Przynajmniej ja. - powiedział James podchodząc do niej. Gdy nachylił się by zobaczyć jej twarz ona dała mu w mordę. *Chyba zacznę ją lubić.* ~ pomyślałam. Ale jednak to mój brat. Wbiłam pazury głębiej tak, bym poczuła jej kości. Zaraz po tym, gdy wydała przeraźliwy pisk (melodia dla naszych uszu) wyciągnęłam pazury.
- A więc. Bądź miła, bo ja nie zamierzam być. - warknęłam.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał James, a ja z niej zeszłam.
<Teanri, jak pierwsze wrażenia?^^>
Od Damona- "Pierwsze Spotkania"
Stałem osłupiały nad ciałem martwego królika, po raz pierwszy użyłem moich mocy, których na ogół nie używam – stwierdziłem, że się przydadzą, po czym zacząłem pałaszować jedzenie. Czułem na sobie czujny wzrok, rozglądałem się dookoła aż w końcu chciałem ruszyć dalej, jednak zatrzymał mnie ładny głos wadery:
-Cześć, jestem Teanrii – powiedziała wyłaniając się zza krzaka.
-A ja Damon, to jakaś wataha? – zapytałem, dziwnie urzeczony, patrząc na jej czarno-pomarańczowe futerko.
-Tak, Wataha Tysięcy Gwiazd.
-Yhy… - mruknąłem
-Coś nie tak? – zaniepokoiła się i spojrzała na mnie tymi swoimi pomarańczowymi oczkami.
-Nic, nic, po prostu – mamy dzień – palnąłem głupotę, nie moja wina…
Wadera zaśmiała się, po chwili uzgadniania dołączyłem do watahy, poznałem członków. A Teanri… śliczna była, miała takie czułe, delikatne spojrzenie. W sumie… pewnie i tak nie mam na co liczyć, ale warto spróbować.
~~ Pod wieczór ~~
-Hej! – przywitałem wypoczywającą wilczycę.
-O, witaj, Damonie – uśmiechnęła się i przywitała.
-Ym… mam taką sprawę…
-Jaką?
-Może przeszłabyś się ze mną na spacer? Albo na polowanie, jak wolisz…
<Teanri, cd?>
Od Modesty
Gdy byłam jeszcze szczeniakiem znalazła mnie pewna wataha. Nie pamiętam
dokładnie gdzie leży ani jak się nazywa. W watasze chodziły pogłoski, że
wyłoniłam się z morskiej piany. Nie wiem czy to była prawda...Przez
cały czas przysparzałam wielu kłopotów moim przybranym rodzicom,
potrafiłam wpaść w niezłe tarapaty. Mając rok(w ciągu roku w watasze
wszyscy znali ją ze swojego "talentu" do kłopotów) Uważano ją
przeklętego wilka który sprowadził na watahę klątwę. Wszystkie wilki na
wielkiej radzie zdecydowały, że musi odejść, żeby zdjąć z watahy
klątwę... I tak się też stało.. Potem wędrowałam samotnie przebieg
każdego zapisywałam w moim notatniku, który zmieniałam w proszek i
umieszczałam w moim wisiorze od przybranej matki. To była moja jedyna
pamiątka po niej. No cóż, notowałam tak przebieg każdego dnia.
Wędrowałam tak długo, w końcu straciłam rachubę. Nie wiedziałam ile dni
wędruję. Ale nie przeszkodziło mi to w wędrówce. Codziennie poznawałam
nowe tereny, spotykałam różne watahy. Jedne zapraszały mnie na ucztę i
zapraszały do dołączenia, a inne warczały i przeganiały.
W końcu trafiłam na tą jedyną, gdzie ciepło mnie przyjęto.
W końcu trafiłam na tą jedyną, gdzie ciepło mnie przyjęto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)