piątek, 1 lutego 2013

Od Modesty

Gdy byłam jeszcze szczeniakiem znalazła mnie pewna wataha. Nie pamiętam dokładnie gdzie leży ani jak się nazywa. W watasze chodziły pogłoski, że wyłoniłam się z morskiej piany. Nie wiem czy to była prawda...Przez cały czas przysparzałam wielu kłopotów moim przybranym rodzicom, potrafiłam wpaść w niezłe tarapaty. Mając rok(w ciągu roku w watasze wszyscy znali ją ze swojego "talentu" do kłopotów) Uważano ją przeklętego wilka który sprowadził na watahę klątwę. Wszystkie wilki na wielkiej radzie zdecydowały, że musi odejść, żeby zdjąć z watahy klątwę... I tak się też stało.. Potem wędrowałam samotnie przebieg każdego zapisywałam w moim notatniku, który zmieniałam w proszek i umieszczałam w moim wisiorze od przybranej matki. To była moja jedyna pamiątka po niej. No cóż, notowałam tak przebieg każdego dnia. Wędrowałam tak długo, w końcu straciłam rachubę. Nie wiedziałam ile dni wędruję. Ale nie przeszkodziło mi to w wędrówce. Codziennie poznawałam nowe tereny, spotykałam różne watahy. Jedne zapraszały mnie na ucztę i zapraszały do dołączenia, a inne warczały i przeganiały.
W końcu trafiłam na tą jedyną, gdzie ciepło mnie przyjęto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz