Gdy byłam jeszcze szczeniakiem znalazła mnie pewna wataha. Nie pamiętam
dokładnie gdzie leży ani jak się nazywa. W watasze chodziły pogłoski, że
wyłoniłam się z morskiej piany. Nie wiem czy to była prawda...Przez
cały czas przysparzałam wielu kłopotów moim przybranym rodzicom,
potrafiłam wpaść w niezłe tarapaty. Mając rok(w ciągu roku w watasze
wszyscy znali ją ze swojego "talentu" do kłopotów) Uważano ją
przeklętego wilka który sprowadził na watahę klątwę. Wszystkie wilki na
wielkiej radzie zdecydowały, że musi odejść, żeby zdjąć z watahy
klątwę... I tak się też stało.. Potem wędrowałam samotnie przebieg
każdego zapisywałam w moim notatniku, który zmieniałam w proszek i
umieszczałam w moim wisiorze od przybranej matki. To była moja jedyna
pamiątka po niej. No cóż, notowałam tak przebieg każdego dnia.
Wędrowałam tak długo, w końcu straciłam rachubę. Nie wiedziałam ile dni
wędruję. Ale nie przeszkodziło mi to w wędrówce. Codziennie poznawałam
nowe tereny, spotykałam różne watahy. Jedne zapraszały mnie na ucztę i
zapraszały do dołączenia, a inne warczały i przeganiały.
W końcu trafiłam na tą jedyną, gdzie ciepło mnie przyjęto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz